Powiedzmy,
że to droubble (200 słów), pierwsze w moim życiu, tak nota bene.
~*~
-
To jest wasz najgłupszy pomysł od czasu fajerwerek na dachu szkoły w dzień
zakończenia roku… - Midorima westchnął ciężko, próbując się nie zirytować.
-
No właśnie! To było wieki temu, trzeba o sobie przypomnieć! – wyszczerzył się
Daiki, bujając się beztrosko na krześle.
-
Tylko czemu woda, Aomine?
-
Midorimacchi, wolisz, żebyśmy użyli miotacza ognia, bomby wodorowej, fali
tsunami… - zaczął zniecierpliwiony Kise, machając rękami.
-
Kise-kun… My nie mamy bomby wodorowej – odezwał się Kuroko, przerywając sobie
picie shake’a.
-
Czepiacie się!
-
Z kim ja się zadaje… – warknął Midorima. - Murasakibara, może chociaż ty
przemówisz im do rozsądku?
-
Fo nie faki fły pomyfł jef, Mido-fin… - wzruszył ramionami z buzią pełną
chipsów.
-
… Nie śmiejcie się kretyni! Pomyśleliście, co będzie, jak wywalimy główny
zawór? A jak nas nakryją? I jak
zdobędziemy klucz? Czemu wy zawsze musicie wymyślać takie rzeczy!
-
Jakie rzeczy, Midorima?
Spokojny
ton pogawędki sprawił, że przez ciała pięciu osób przebiegł dreszcz przerażenia,
a Aomine z trzaskiem opadł na wszystkie nogi krzesła.
-
Nic takiego – wymruczał Midorima.
Oczy
Akashiego zwęziły się nieustępliwie. Próby wykręcenia się nic nie dały, kapitan
drużyny opanował zbyt wiele technik udanej perswazji słowno-mimiczno-wzrokowej.
Wydało się. Misja wszechczasów odkryta.
Zawór.
Woda. Impreza szkolna.
Tymczasem
usta Akashiego wygięły się, a oczy zabłysły diabelsko, nie pozostawiając
wątpliwości, że misja wszechczasów ma nowego dowódcę.